
Wokół hasła „wykluczeni cyfrowo” narosło sporo nieporozumień, bo brzmi jak kategoria socjologiczna, a w praktyce jest to proste rozwiązanie przejściowe: do końca 2026 r. można legalnie wystawiać część faktur poza KSeF, jeśli w danym miesiącu nie przekroczysz limitu 10 000 zł (brutto) sprzedaży udokumentowanej fakturami, które normalnie podlegałyby obowiązkowi KSeF.

Co to właściwie jest „wykluczenie cyfrowe” w KSeF – i dlaczego nazwa myli
W komunikacji rynkowej przyjęło się mówić o „wykluczonych cyfrowo”, ale przepisy przejściowe nie wymagają udowadniania braku internetu, braku sprzętu czy niskich kompetencji cyfrowych. Liczy się kryterium liczbowe: miesięczna wartość sprzedaży (z VAT) udokumentowanej fakturami wystawionymi poza KSeF, które co do zasady powinny być w KSeF.
To ważne rozróżnienie, bo eliminuje najczęstszy błąd: przedsiębiorca zbiera „dowody na brak cyfryzacji”, a nie pilnuje limitu i zasad wliczania faktur. Fiskus w kontroli nie będzie oceniał, czy ktoś „czuje się cyfrowo komfortowo”, tylko czy spełniono warunki wyjątku oraz czy moment utraty prawa do wystawiania faktur poza KSeF został prawidłowo rozpoznany.
Jak działa limit 10 000 zł miesięcznie do 31.12.2026 r.
Mechanizm jest prosty w założeniu i zdradliwy w szczegółach. Do końca 2026 r. podatnicy objęci obowiązkiem KSeF mogą wystawiać faktury papierowe lub elektroniczne poza systemem, o ile łączna wartość sprzedaży (wraz z VAT) udokumentowana takimi fakturami w danym miesiącu jest mniejsza lub równa 10 000 zł.
Kluczowe są dwa słowa: „w danym miesiącu” oraz „udokumentowana fakturami, które powinny trafić do KSeF”. To nie jest limit przychodów firmy, nie jest to limit obrotu „ogółem” i nie jest to limit liczony na podstawie przelewów. Liczysz wartość sprzedaży z faktur wystawionych poza KSeF, które – gdyby nie wyjątek – musiałyby być wystawione w KSeF.
Jeżeli chcesz ułożyć proces w firmie bez domysłów, warto oprzeć go o jasny podział: faktury „wliczane do limitu” i faktury „niewliczane do limitu”. To nie jest kosmetyka – od tego zależy, czy przekroczenie limitu wykryjesz na czas.
Co wlicza się do limitu, a co jest poza nim
Do limitu 10 000 zł wliczasz wyłącznie takie faktury, które w normalnym reżimie podlegałyby obowiązkowemu KSeF, ale zostały wystawione poza systemem w ramach przepisu przejściowego. Innymi słowy: wliczasz „standardowe” faktury B2B, dla których nie ma odrębnego wyłączenia ani innego przepisu pozwalającego na wystawienie poza KSeF.
Nie wliczasz natomiast dokumentów, które i tak nie są objęte obowiązkowym KSeF albo mogą być wystawiane poza systemem na innej podstawie. W praktyce to m.in. faktury dla konsumentów (B2C), a także sprzedaż udokumentowana wyłącznie kasą rejestrującą bez wystawienia faktury. Dodatkowo nie wlicza się wartości faktur wystawionych przy użyciu kasy rejestrującej oraz paragonów z NIP uznanych za faktury uproszczone do 450 zł (lub 100 euro) – bo te przypadki mają odrębny „pas bezpieczeństwa” do końca 2026 r.
Jeżeli w firmie faktury wystawia kilka osób, to bez spójnej klasyfikacji łatwo o błąd: jedna osoba „wrzuci do limitu wszystko”, druga „nie wrzuci nic” i obie będą przekonane, że robią dobrze. Dlatego dokumentowanie wyjątku to nie tylko archiwum faktur, ale też spójna metoda liczenia.
Kiedy tracisz prawo do faktur poza KSeF – i dlaczego „tylko w tym miesiącu” nie działa
Najbardziej ryzykowny fragment zasad brzmi tak: jeśli w jednym miesiącu przekroczysz limit, to od faktury, którą go przekraczasz, musisz wystawiać faktury w KSeF – i to dotyczy tej faktury oraz wszystkich kolejnych. Co więcej, późniejsze miesiące nie „resetują” prawa do wyjątku. Nawet jeśli w kolejnym miesiącu znów zejdziesz poniżej 10 000 zł, nie wracasz automatycznie do wystawiania poza KSeF.
To podejście wymusza zmianę nawyku: wyjątek nie jest wygodną opcją „włącz/wyłącz co miesiąc”, tylko mechanizmem, który działa do momentu pierwszego przekroczenia. Dlatego w praktyce bezpieczniej jest potraktować limit jako próg ostrzegawczy i przełączyć się na KSeF wcześniej, zanim pojawi się faktura, która „robi przekroczenie”. Wdrożeniowo świetnie to spina przygotowanie procesów opisanych na stronie KSeF oraz w harmonogramie KSeF od kiedy, bo pozwala ustawić firmę pod moment przejścia, a nie pod gaszenie pożaru.
Miesiąc liczy się datą wystawienia faktury, nie datą sprzedaży
W liczeniu limitu istotna jest data wystawienia faktury, a nie data sprzedaży czy termin wystawienia wynikający z przepisów. Jeżeli sprzedaż była w kwietniu, a faktura została wystawiona w maju, to do limitu wchodzi maj. To detal, który potrafi przesunąć „moment przekroczenia” o cały miesiąc i całkowicie zmienić ocenę, czy firma działała prawidłowo.
W procesie wewnętrznym warto to zapisać wprost: limit monitorujemy według miesiąca wystawienia, a nie według okresu, którego dotyczy sprzedaż. Dzięki temu księgowość i sprzedaż liczą to samo, a nie dwa różne światy.
Jak dokumentować korzystanie z wyjątku, żeby nie polec w kontroli
Dokumentowanie wyjątku nie polega na tworzeniu „teczki dowodów”, że ktoś ma słaby internet. Najlepsza obrona to porządek w liczbach i powtarzalny proces. W praktyce sprawdza się pięć elementów: rejestr faktur poza KSeF, comiesięczne wyliczenie limitu, klasyfikacja faktur niewliczanych, procedura przełączenia na KSeF po przekroczeniu oraz archiwum dowodów pomocniczych.
Rejestr faktur poza KSeF powinien być możliwie prosty: numer faktury, data wystawienia, kontrahent, kwota brutto, informacja „wliczana/niewliczana” oraz podstawa kwalifikacji (np. B2C, paragon z NIP do 450 zł, faktura z kasy). Do tego comiesięczny wydruk lub eksport (PDF/CSV) z podsumowaniem: suma faktur wliczanych do limitu oraz bufor do 10 000 zł. Taki materiał jest czytelny dla kontrolującego i minimalizuje pole do interpretacji.
Trzeci element to uzasadnienie klasyfikacji. Nie trzeba pisać elaboratów – wystarczy, że w procedurze wewnętrznej firmy (jedna strona A4) opiszesz, co liczysz do limitu i czego nie liczysz, oraz że bazujesz na kwalifikacji faktur według obowiązku KSeF. Czwarty element to procedura „momentu przejścia”: kto podejmuje decyzję o przełączeniu na KSeF, jak informujesz zespół, i jak zabezpieczasz się przed wystawieniem „tej jednej” faktury poza systemem po przekroczeniu.
Piąty element jest często pomijany: dowody pomocnicze. Jeśli w praktyce korzystasz z faktur poza KSeF, bo proces jest jeszcze w trakcie wdrożenia, to zachowaj ślad: zlecenie wdrożenia, instrukcję dla zespołu, datę uruchomienia integracji, wewnętrzny komunikat o zmianie. Nie są to dowody „prawa do wyjątku”, ale pokazują, że firma działała w sposób uporządkowany i kontrolowała ryzyko.
Wyjątek 10 000 zł a tryb offline24 – nie mieszaj tych dwóch narzędzi
Wyjątek 10 000 zł do końca 2026 r. dotyczy możliwości wystawiania faktur poza KSeF w ograniczonym zakresie. Tryb offline24 jest czymś innym: to mechanizm na sytuacje techniczne (brak internetu, słaba sieć, praca w terenie), w którym wystawiasz e-fakturę zgodną ze strukturą KSeF poza systemem i dosyłasz ją do KSeF najpóźniej następnego dnia roboczego.
W praktyce firmy często mylą te rozwiązania, bo oba „pozwalają zrobić fakturę poza KSeF”. Różnica jest fundamentalna: w offline24 nadal poruszasz się w logice KSeF (struktura, późniejsze przesłanie), a limit 10 000 zł jest typowym przepisem przejściowym. Jeśli organizacja ma epizodyczne problemy z łącznością, lepiej przygotować offline24 jako plan ciągłości działania niż „ratować się” limitem, który może skończyć się nagle w połowie miesiąca.
Jak to poukładać w praktyce: proces, który działa bez bohaterstwa
Najczęściej problemem nie jest prawo, tylko operacja: sprzedaż chce wystawiać faktury szybko, księgowość chce mieć spójność, a właściciel chce spać. Rozwiązanie to proste sterowanie ryzykiem: ustaw w firmie próg wewnętrzny, np. 7 000–8 000 zł, po którym wystawiasz już faktury w KSeF, nawet jeśli formalnie limit jeszcze nie został przekroczony. To zmniejsza szansę, że „jedna duża faktura” wymusi nerwowe przełączenie w środku dnia.
Do tego potrzebujesz bieżącego monitoringu. W Taxly taki monitoring warto spiąć z pracą na procesach KSeF (szczególnie jeśli firma jest na etapie wdrożenia) oraz z narzędziami, które pomagają kontrolować przepływy i dokumenty. W praktyce łączy się to naturalnie z obszarem funkcji systemu, a w szczególności z podejściem, w którym dane finansowe są uporządkowane i od razu gotowe do analizy. Jeśli firma korzysta z automatyzacji analitycznej, dobrze działa też podejście „monitoring + wczesne ostrzeganie” wspierane przez asystenta finansowego, bo problem limitu jest w istocie problemem nadzoru nad strumieniem dokumentów, a nie „kolejnym tematem z prawa podatkowego”.
Najczęstsze błędy i jak ich uniknąć
Pierwszy błąd to liczenie do limitu wszystkiego, co ma słowo „faktura” – wtedy przedsiębiorca często niepotrzebnie rezygnuje z wyjątku, albo odwrotnie: liczy źle i przekracza próg nieświadomie. Drugi błąd to brak reakcji „w momencie przekroczenia”: po przekroczeniu limitu w danym miesiącu faktura przekraczająca oraz kolejne muszą być już w KSeF. Trzeci błąd to wiara, że kolejny miesiąc „naprawi” sytuację – nie naprawi.
Czwarty błąd to liczenie według daty sprzedaży zamiast daty wystawienia. Piąty błąd to brak procedury w firmie: jedna osoba wprowadza faktury w systemie, inna kontroluje limit, a nikt nie ma jasnej odpowiedzialności za decyzję o przełączeniu na KSeF. W realnym biznesie to nie są teoretyczne ryzyka – to typowe scenariusze, które kończą się chaosem w dokumentach i niepotrzebną ekspozycją na spór.
Co zrobić już dziś, jeśli chcesz korzystać z wyjątku bez stresu
Jeżeli Twoja firma realnie mieści się w skali, w której limit 10 000 zł jest istotny, potraktuj 2026 r. jako czas na spokojne „domknięcie procesu”, a nie na udowadnianie, że jesteś „wykluczony”. Ustal zasady liczenia, ustaw wewnętrzny próg bezpieczeństwa, przygotuj moment przełączenia i uporządkuj dokumentację. Równolegle zaplanuj wdrożenie KSeF tak, żeby przejście było kontrolowane – w praktyce oznacza to zrozumienie zasad z obszaru KSeF i harmonogramu KSeF od kiedy, a potem spięcie tego z narzędziami operacyjnymi, które ograniczają liczbę ręcznych kroków.
Wyjątek 10 000 zł nie jest „furtką na zawsze”. Jest czasem i buforem. Jeśli potraktujesz go jak plan wdrożeniowy, działa świetnie. Jeśli potraktujesz go jak wymówkę, kończy się w najmniej odpowiednim momencie – zwykle wtedy, gdy klient czeka na fakturę, a firma akurat „ma dzień bez internetu”.